serwis dla niewidomych i słabowidzących

Menu główne

BAJKI I PRZYPOWIEŚCI - wersja do druku

Bajki i przypowieści

Ignacy Krasicki

Wybór

BAJKI I PRZYPOWIEŚCI Z CZĘŚCI PIEWSZEJ

ABUZEI I TAIR



"Winszuj, ojcze - rzekł Tair - w dobrym jestem stanie:

Jutrom szwagier sułtana i na polowanie Z nim wyjeżdżam". Rzekł ojciec: "Wszystko to odmienne:

Łaska pańska, gust kobiet, pogody jesienne".

Jakoż zgadł, piękny projekt wcale się nie nadał:

Sułtan siostrę odmówił, cały dzień deszcz padał

POTOK I RZEKA



Potok, z wierzchołka góry lecący z hałasem,

Śmiał się z rzeki; spokojnie płynęła tymczasem.

Nie stało wód u góry, gdy śniegi stopniały,

Aż z owego potoka strumyk tylko mały.

Co gorsza, ten, co zaczął z hałasem i krzykiem,

Wpadł w rzekę i na koniec przestał być strumykiem.

KULAWY I ŚLEPY



Niósł ślepy kulawego, dobrze im się działo;

Ale że to ślepemu nieznośne się zdało,

Iż musiał zawżdy słuchać, co kulawy prawi,

Wziął kij w rękę: "Ten - rzecze - z szwanku nos wybawi".

Idą; a wtem kulawy krzyknie: "Umknij w lewo!"

Ślepy wprost, i choć z kijem, uderzył łbem w drzewo.

Idą dalej; kulawy przestrzega od wody -

Ślepy w bród: sakwy zmaczał, nie wyszli bez szkody

Na koniec, przestrzeżony, gdy nie mijał dołu,

I ślepy, i kulawy zginęli pospołu.

I ten winien, co kijem bezpieczeństwo mierzył,

I ten, co bezpieczeństwa głupiemu powierzył.

ORZEŁ I JASTRZĄB



Orzeł, nie chcąc się podłym polowaniem bawić,

Postanowił jastrzębia na wróble wyprawić.

Przynosił jastrząb wróble, jadł je orzeł smacznie;

Zaprawiony na koniec przysmaczkiem nieznacznie,

Kiedy go coraz żywszy apetyt przenika -

Zjadł ptaszka na śniadanie, na obiad ptasznika,

SZCZUR I KOT



"Mnie to kadzą" - rzekł chardzie do swego rodzeństwa

Siedząc szczur na ołtarzu podczas nabożeństwa.

Wtem, gdy się dymem kadzideł zbytecznych zakrztusił,

Wpadł kot z boku na niego, porwał i udusił.

BARAN DANY NA OFIARĘ



Widząc, że wieńce kładą, że mu rogi złocą,

Pysznił się tłusty baran, sam nie wiedział o co.

Aż gdy postrzegł oprawcę, a ten powróz bierze,

Aby go po niewolnie ciągnął ku ofierze.

Poznał swój błąd; rad nierad wypełnił los srogi.

Nie pomogły mu wieńce i złocone rogi.

BRYŁA LODU I KRYSZTAŁ



Bryła lodu spłodzona z kałuży bagnistej

Gniewała się na kryształ, że był przeźroczysty.

Modli się więc do słońca. Słońce zajaśniało,

Szkli się bryła, ale jej coraz ubywało;

I tak, chcąc los polepszyć niewczesnym kłopotem,

Stajała, wsiąkła w bagno i stała się błotem.

STARY PIES I STARY SŁUGA



Póki gonił zające, póki kaczki znosił,

Kasztan, co chciał, u pana swojego wyprosił.

Zstarzał się. Aż z owego pańskiego pieścidła

Psisko stare, niezdatne oddano do bydła.

Widząc, że pies, nieborak, oblizuje kości,

Żywił go stary szafarz, niegdyś podstarości.

SYN I OJCIEC



Każdy wiek ma goryczy, ma swoje przywary;

Syn się męczył nad książką, stękał ojciec stary.

Ten nie miał odpoczynku, a tamten swobody:

Płakał ojciec, że stary; płakał syn, że młody.

PTASZKI W KLATCE



"Czegóż płaczesz? - staremu mówił czyżyk młody -

Masz teraz lepsze w klatce niż w polu wygody".

"Tyś w niej zrodzon - rzekł stary - przeto ci wybaczę;

Jam był wolny, dziś w klatce - i dlatego płaczę".

LEW I ZWIERZĘTA



Lew, ażeby dał dowód, jak wielce łaskawy,

Przypuszczał konfidentów do swojej zabawy.

Polowali z nim razem, a na znak miłości

On jadł mięso, kompanom ustępował kości.

Gdy się więc dobroć taka rozgłosiła wszędy,

Chcąc im jawnie pokazać większe jeszcze względy,

Ażeby się na jego łasce nie zawiedli,

Pozwolił, by jednego spośród siebie zjedli.

Po pierwszym poszedł drugi i trzeci, i czwarty.

Widząc, że się podpaśli, lew, choć nieobżarty,

Żeby ująć drapieży, a sobie zakału,

Dla kary, dla przykładu, zjadł wszystkich pomału.

RYBKA MAŁA I SZCZUPAK



Widząc w wodzie robaka rybka jedna mała,

Że go połknąć nie mogła, wielce żałowała.

Nadszedł szczupak, robak się przed nim nie osiedział,

Połknął go, a z nim haczyk, o którym nie wiedział.

Gdy rybak na brzeg ciągnął zdobycz okazałą,

Rzekła rybka: "Dobrze to czasem być i małą"

Z CZĘŚCI DRUGIEJ



NIEDŹWIEDŹ I LISZKA



Rozumiejąc, że będzie towarzyszów bawił,

Niedźwiedź, według zwyczaju, nic do rzeczy prawił.

Znudzeni tymi bajki, gdy wszyscy drzymali,

Gniewał się wilk na liszkę, że niedźwiedzia chwali.

Rzekła liszka: "Mnie idzie o ochronę skóry:

Niezgrabną ma wymowę, lecz ostre pazury."

PIENIACZE



Po dwudziestu dekretach, trzynastu remisach,

Czterdziestu kondemnatach, sześciu kompromisach

Zwyciężył Marek Piotra; a że się zbogacił,

Ostatnie trzysta złotych za dekret zapłacił.

Umarł Piotr, umarł Marek, powróciwszy z grodu:

Ten, co przegrał, z rozpaczy; ten, co wygrał, z głodu.

LEW I ZWIERZĘTA



Gdy się wszystkie zwierzęta u lwa znajdowały,

Był dyskurs: jaki przymiot w zwierzu doskonały.

Słoń roztropność zachwalał, żubr mienił powagę,

Wielbłądy wstrzemięźliwość, lamparty odwagę;

Niedźwiedź moc znamienitą, koń ozdobną postać,

Wilk staranie przemyślne, jak zdobyczy dostać,

Sarna kształtną subtelność, jeleń piękne rogi,

Ryś odzienie wytworne, zając rącze nogi;

Pies wierność, liszka umysł w fortele obfity,

Baran łagodność, osioł żywot pracowity.

Rzekł lew, gdy się go wszyscy o zdanie pytali:

"Według mnie ten najlepszy, co się najmniej chwali".

OWIECZKA I PASTERZ



Strzygąc pasterz owieczkę nad tym się rozwodził,

Jak wiele prac ponosi, żeby jej dogodził.

Że milczała: "Niewdzięczna!" - żwawie ją ofuknie.

Więc rzekła: "Bóg ci zapłać... a z czego te suknie?"

KONIE I FURMAN



Koniom, co szły przy dyszlu, powtarzał woźnica:

"Nie dajcie się wyprzedzić tym, co są u lica".

Goniły się pod wieczór zacząwszy od rana.

Wtem jeden z przechodzących rzecze do furmana:

"Cóż ci stąd, że cię słucha głupich bydląt rzesza?"

A furman: "Konie głupie, ale wóz pospiesza".

KOMAR I MUCHA



Mamy latać, latajmyż nie górnie, nie nisko.

Komar muchy tonącej mając widowisko,

Że nie wyżej leciała, nad nią się użalił;

Gdy to mówił, wpadł w świecę i w ogniu się spalił.

Z CZĘŚCI TRZECIEJ



ORACZE I JOWISZ



Posiał jeden na górze, a drugi na dole.

Rzekł pierwszy: "Pragnę deszczu"; drugi: "Suszą wolę".

Kiedy się więc z prośbami poczęli rozwodzić,

Jowisz, chcąc obu żądzy obficie dogodzić,

Ustawicznie niziny suszył, góry moczył.

Przyszło zbierać, aż każdy poznał, że wykroczył:

Bo zboże traktowane w kontr swojej naturze,

Spaliło się w nizinie, wymokło na górze.

DZIECIĘ I OJCIEC



Bił ojciec rózgą dziecię, że się nie uczyło;

Gdy odszedł, dziecię rózgę ze złości spaliło.

Wkrótce znowu Jaś krnąbrny na plagi zarobił,

Ojciec rózgi nie znalazł - i kijem go obił.

DEWOTKA



Dewotce służebnica w czymsiś przewiniła

Właśnie natenczas, kiedy pacierze kończyła.

Obróciwszy się przeto z gniewem do dziewczyny,

Mówiąc właśnie te słowa: "... i odpuść nam winy,

Jako my odpuszczamy" - biła bez litości.

Uchowaj, Panie Boże, takiej pobożności.

WINO I WODA



Przymawiało jednego razu wino wodzie:

"Ja panom, a ty chłopom jesteś ku wygodzie".

"Nie piłoby cię państwo - rzecze woda skromnie -

Gdyby nie chłop dał na cię, co chodzi pić do mnie".

PAN I PIES



Pies szczekał na złodzieja, całą noc się trudził;

Obili go nazajutrz, że pana obudził.

Spał smacznie drugiej nocy, złodzieja nie czekał;

Ten dom skradł; psa obili za to, że nie szczekał.

ORZEŁ I SOWA



Na jednym drzewie orzeł gdy z sową nocował,

Że tylko w nocy widzi, bardzo jej żałował.

Dziękowała mu sowa za politowanie.

Wtem, uprzedzając jeszcze zorze i świtanie,

Wkradł się strzelec pod drzewo; sowa to postrzegła

I do orła natychmiast z przestrogą pobiegła.

Uszli śmierci; a wtenczas rzekł orzeł do sowy:

"Gdybyś nie była ślepą, nie byłbym ja zdrowy".

SŁOWIK I SZCZYGIEŁ



Rzekł szczygieł do słowika, który cicho siedział:

"Szkoda, że krótko śpiewasz". Słowik odpowiedział:

"Co mi dała natura, wypełniam to wiernie.

Lepiej krótko, a dobrze, niż długo, a miernie".

FURMAN I MOTYL



Ugrzązł wóz, ani ruszyć już się nie mógł w błocie;

Ustał furman, ustały i konie w robocie.

Motyl, który na wozie siedział wtenczas prawie,

Sądząc, że był ciężarem w takowej przeprawie,

Pomyśli! sobie: "Litość nie jest złym nałogiem".

Zleciał i rzekł do chłopa: "Jedźże z Panem Bogiem!"

Z CZĘŚCI CZWARTEJ



JAGNIĘ I WILCY



Zawżdy znajdzie przyczynę, kto zdobyczy pragnie.

Dwóch wilków jedno w lesie nadybali jagnię;

Już go mieli rozerwać, rzekło: "Jakim prawem?"

"Smacznyś, słaby i w lesie!" - Zjedli niezabawem.

ŻÓŁW I MYSZ



Że zamknięty w skorupie niewygodnie siedział,

Żałowała mysz żółwia; żółw jej odpowiedział:

"Miej ty sobie pałace, ja mój domek ciasny;

Prawda, nie jest wspaniały - szczupły, ale własny".

PAW I ORZEŁ



Paw się dął, szklniące pióra gdy wspaniale toczył.

Orzeł górnie bujając, gdy go w locie zoczył,

Rozśmiał się i przeleciał. Wrzasnął paw - w śmiech ptacy.

"Nie znają się - powtarzał - na rzeczach prostacy".

"Znają się - rzekł mu orzeł - wdzięk cenić umieją,

Ale gardzą przysadą i z dumnych się śmieją".

CZŁOWIEK I WILK



Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.

"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".

Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;

"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".

ATŁAS I KITAJ



Atłas w sklepie z kitaju żartował do woli;

Kupił atłas pan sędzic, kitaj pan podstoli.

A że trzeba pieniędzy dać było kupcowi,

Kłaniał się bardzo nisko atłas kitajowi.

Gdy przyszło dług zapłacić, a dłużnik się wzbraniał,

Co rok się potem kitaj atłasowi kłaniał.

DOBROCZYNNOŚĆ



Chwaliła owca wilka, że był dobroczynny;

Lis to słysząc spytał ją: "W czymże tak uczynny?"

"I bardzo - rzecze owca - niewiele on pragnie.

Moderat! Mógł mnie zajeść, zjadł mi tylko jagnię".

SKĄPY



Chciał się skąpy obwiesić, że talera stracił.

Żeby jednak za powróz dwóch groszy nie spłacił,

Ukradł go po kryjomu. Postrzegli sąsiedzi.

Kiedy więc, osądzony na śmierć, w jamie siedzi,

Rzekł, gdy jedni żałują, a drudzy go cieszą:

"To szczęście, że mnie przecież bez kosztu powieszą".

JASTRZĄB I SOKÓŁ



Niech zważa, z kim ma sprawę, kto chce być junakiem.

Jastrząb, że się z niejednym dobrze spotkał ptakiem,

Chciał sokoły wojować; śmiał się sokół lotny.

Na koniec z zuchwałości takowej markotny

Porwał go, a gdy ostre szpony wskroś przebodły,

Rzekł: "Daruję cię życiem, boś dla mnie zbyt podły".

Szpecą sławę zwycięstwa mdłe nie przyjacioły;

Jastrzębie na przepiórki, orły na sokoły.

WILK I OWCE



Wilk, chociaż to ostrożny, przecie że żarłoczny,

Postrzegł ścierwo, chciał dostać i wpadł w dół poboczny.

Siedzi w jamie a wzdycha; wtem owieczki słyszy.

Patrzą w dół, aż wilk w jamie siedzi, ledwo dyszy.

Odezwał się na koniec, rzekł do nich powolnie:

"Nie wpadłem, za pokutę siedzę dobrowolnie;

Trzeba czynić pokutę za boje, za groźby,

Za to, żem was pożerał..." Owce zatem w prośby;

"Wynidź z dołu..." - "Nie wyjdę!..." - "My będziem podnosić!"

Droży się wilk, na koniec dał się im uprosić.

Jęły się więc roboty i tak pracowały,

Że go ze dna samego jamy wydostały.

Wyszedł, a zawdzięczając nierozumnej kupie,

Pojadł, pogryzł, podusił wszystkie owce głupie.

Z PRZYDATKU DO "BAJEK I PRZYPOWIEŚCI"



SNYCERZ I STATUA



Snycerz za to, że nieraz na klocu odpoczął,

Statuę Herkulesa robić z niego począł.

Jeszcze rąk nie dokończył, już rycerz zuchwały

Niekontent, że był w sieniach, chciał osiąść dom cały.

Zląkł się snycerz nad takim wdzięczności owocem;

Uciął ręce i nogi - kloc został się klocem

MATEDORY



Póki trwała chapanka między kartowniki,

Bił kinal z pancerolą króle i wyżniki.

Skończyła się chapanka, zaczęto grę inną,

Aż owa pancerolą szóstką tylko winną.

Tym smutniejszy był koniec, im milsze początki;

Biła króle, biły ją potem i dziewiątki.

DRZEWO



Wielbił drzewo grzejąc się człowiek przy kominie.

Rzekło drzewo: "Cóż po tym! - grzeje, ale ginie".

KONIEC



Zmordował się na koniec ten, co bajki prawił,

Żeby więc do ostatka słuchaczów zabawił,

Rzekł: "Powiem jeszcze jedną, o której nie wiecie:

Bajka poszła w wędrówkę. Wędrując po świecie

Zaszła w lasy głębokie; okrutni i dzicy

Napadli ją z hałasem wielkim rozbójnicy,

A widząc, że ubrana bardzo podle była,

Zdarli suknie - aż z bajki Prawda się odkryła".

BAJKI NOWE: Z CZĘŚCI PIERWSZEJ



ALEGORIA



Wszędzie się znajdzie rozum, byle tylko szukać,

A nawet i jegomość, kiedy zacznie fukać,

I jejmość, gdy rozprawia,

I nasz ksiądz, gdy przymawia,

Mają go pod ostatkiem i pięknie, i wiele.

Jakoż się to wydało w Przewodnią Niedzielę.

Gadał ksiądz o Adamie

I o bramie,

I o wężu, i o Ewie,

I o jabłku, i o drzewie...

Po kazaniu do karczmy rzecz się wytoczyła.

Pan wójt, co to ma rozum i nauki siła:

"A wiecie, co ksiądz prawił? - rzekł całej gromadzie -

Oto u nas są sady, a drzewa są w sadzie,

A na drzewach są jabłka w wielkiej obfitości:

Adam - pan, Ewa - jejmość, a wąż - podstarości".

PUCHACZE



Małżonka puchaczowa, męża swego godna,

A więc płodna,

Urodziła sześć sowiąt, puchaczków też nieco;

Zrazu słabe, dalej lecą.

Raz, gdy na zwykłe igrzyska

Ponad puste stanowiska

Nabujawszy się do sytu,

Wróciły do swego bytu,

To jest w dziurę przy kominie,

Pani matka, w córce, synie,

Wnukach, wnuczkach spoważniona,

Przyjmując do swego łona,

Jak ot zawsze panie matki,

Rzekła: "Cóż tam, moje dziatki?

Cóż tam słychać?"

A więc wzdychać:

"Za naszych czasów wszystko coś szło sporzej,

Teraz raz w raz coraz gorzej".

W tej tak wielkiej troskliwości

Najmłodsze puchaczątko, faworyt jejmości,

Ozwało się: "Jakeśmy tylko wylecieli,

Wszystkie ptaki zaniemieli,

W kąty każdy jął się cisnąć,

Żaden nie śmiał ani pisnąć:

My tylko same bujały.

Cóż tam w krzaczkach ptaszek mały,

Co go to zowią słowikiem,

Odzywał się smutnym krzykiem.

Ale i ten nic śmiał mruczyć,

Skoro my zaczęły huczyć".

Po sercu, jak to mówią, matkę pogłaskało,

Że się tak pięknie udało;

Najbardziej, iż pieszczoszek tak dzielnie wymowny.

Myśląc jednak, iż trzeba dać obrok duchowny,

Rzekła: "Choć wasz głos piękny, chociaż lot tak spory,

Uczcie się miłe dziatki i z tego pokory.

Dobrze to jest, iż cudzą ułomność przebaczem:

Nie każdemu dał Pan Bóg rodzić się puchaczem".

WILCZKI



Pstry jeden, czarny drugi, a bury najmniejszy,

Trzy wilczki wadziły się, który z nich piękniejszy.

Mówił pierwszy: "Ja rzadki!"

Mówił drugi: "Ja gładki!"

Mówił trzeci: "Ja taki jak i pani matka!"

Trwała zwadka.

Wtem wilczyca nadbiegła,

Gdy w niezgodzie postrzegła:

"Cóż to - rzecze - same w lesie

Wadzicie się!"

Więc one w powieść, jak się rzecz działa.

Gdy wysłuchała:

"Idzie tu wam o skórę - rzekła - miłe dzieci,

Która zdobi, która szpeci.

Nasłuchałam się tego już to razy kilka,

Nie przystoi to na wilka

Wcale.

Ale

Jak będziecie tak w kupie

Dysputować się, głupie,

Wiecie, kto nie zbłądzi?

Oto strzelec was pozwie, a kusznierz osądzi".

KONIE



Koń maneżowy zszedł się z stadniczym,

Rzekł: "Tyś jest niczym.

Jeżeli mnie będziesz prosić,

Nauczę cię człeka nosić:

Jak suwać rowy,

Jak biec na łowy,

Jak stąpać w ciągu,

Jak być w zaprzągu".

A ja, nieuk - rzekł stadny - o to cię nie proszę;

Może źle, że nie umiem - lepiej, że nie noszę".

Z CZĘŚCI DRUGIEJ



MYSZY



Każdy się swoim zatrudnia kłopotem?

Myślały myszy, co tu robić z kotem.

Mówiły jedne: "Darami go skusić!"

Mówiły drugie; "Lepiej go udusić!"

Wtem się odezwał szczur szczwany, bo stary:

"Próżne tu groźby, próżne i ofiary.

I dary weźmie, i przysięgi złamie!

Najlepiej cicho siedzieć sobie w jamie,

A opatrzywszy zewsząd bez łoskotu

Ani być z kotem, ani przeciw kotu".

NOGA I BUT



Wiedli wojnę i srogą

But z nogą.

Ten ją winował,

Że się na niej psował;

Tamta, iż ją uciskał.

Wdał się w to szewc, co zyskał,

A w pokorze i trwodze

Kłaniający się nodze.

Gromiąc buta rzekł, groźno wstrząsając narzędzie:

"Szanuj nogę, choć cię drze - but bez niej nie będzie".

MŁOT Z KOWADŁEM



Raz zagadło

Młot kowadło

"Czemu w robocie,

Młocie,

Choć się też raz nie znudzisz?"

I mnie darmo dokuczasz, i sam próżno się trudzisz?"

"Alboż z ochoty

Pracują młoty? -

Rzekł zagadniony -

Nie ja mam być winiony;

Ten nas nagli, co robi.

A gdy oręż sposobi

W pracy, trzasku, pożarze,

My się mściemy, on karze".

PRZYJACIELE



Zajączek jeden młody

Korzystając z swobody

Pasł się trawką, ziółkami w polu i ogrodzie

Z każdym w zgodzie.

A że był bardzo grzeczny, rozkoszny i miły,

Bardzo go inne zwierzęta lubiły.

I on też, używając wszystkiego z weselem,

Wszystkich był przyjacielem.

Raz gdy wyszedł w świtanie i bujał po łące,

Słyszy przerażające

Głosy trąb, psów szczekania, trzask wielki po lesie.

Stanął... Słucha... Dziwuje się...

A gdy się coraz zbliżał ów hałas, wrzask srogi,

Zając w nogi.

Wspojrzy się poza siebie; aż tu psy i strzelce

Strwożon wielce,

Przecież wypadł na drogę, od psów się oddalił.

Spotkał konia, prosi go, iżby się użalił:

"Weź mnie na grzbiet i unieś!" Koń na to: "Nie mogę

Ale od innych będziesz miał pewną załogę".

Jakoż wół się nadarzył. "Ratuj, przyjacielu!"

Wół na to: "Takich jak ja zapewne niewielu

Znajdziesz, ale poczekaj i ukryj się w trawie,

Jałowica mnie czeka, niedługo zabawię.

A tymczasem masz kozła, co ci dopomoże".

Kozieł: "Żal mi cię, niebożę!

Ale ci grzbietu nie dam, twardy, nie dogodzi:

Oto wełniasta owca niedaleko chodzi,

Będzie ci miętko siedzieć". Owca rzecze:

Ja nie przeczę,

Ale choć cię uniosę pomiędzy manowce,

Psy dogonią i zjedzą zająca i owcę.

Udaj się do cielęcia, które się tu pasie". -

"Jak ja ciebie mam wziąć na się,

Kiedy starsi nie wzięli?" - cielę na to rzekło;

I uciekło.

Gdy więc wszystkie sposoby ratunku upadły,

Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły.

CHŁOP I CIELĘ



Nie sztuka zabić, dobrze zabić sztuka -

Z bajki nauka.

Szedł chłop na jarmark, ciągnąc cielę na powrozie.

W lesie, w wąwozie,

W nocy burza napadła, a gdy wiatry świszczą,

Wśród ciemności postrzegł wilka po oczach, co błyszczą.

Więc do pałki; jak jął machać nie myślawszy wiele,

Zamiast wilka, który uciekł, zabił swoje cielę.

Trafia się to i nie w lesie, panowie doktorzy!

Leki - pałka, wilk - choroba, a cielęta - chorzy.

Z CZĘŚCI TRZECIEJ



WÓZ Z SIANEM



Przy powrozie

Na wozie

Wielki ciężar konie wlekły,

Więc sobie rzekły;

"Aby naszą pracę skrócić,

Starajmy się wóz wywrócić".

I tak się stało,

Siano się w wozie zmaczało.

Ale czego nie dociekły:

Cięższe, bo zmokłe, do domu przywlekły.

A nim wyschło bywszy w wodzie,

Pracowały trzy dni w głodzie.

GĘSI



Gęsi, iż Rzym uwolniły,

Wielbione były;

A że się to i w nocy, i krzyczeniem działo,

Ujęte chwałą

Szły na radę i stanęło,

Aby zacząć nowe dzieło:

W krzyczeniu się nie oszczędzić,

Lisy z lasa wypędzić.

Więc wspaniałe a żwawe

Poszły w nocy i wrzawę

W lesie zrobiły,

Lisy zbudziły.

A te, gdy z jam wypadły,

Zgryzły gęsi i zjadły.

WINO SZAMPAŃSKIE



Niezłe to bywa czasem, co przymusi.

Mruczało wino, iż go czopek dusi,

I żwawe wielce,

Wrzało w butelce.

I poty wrzało, aż go się pozbyło.

Ale cóż się wydarzyło?

Przez połowę wyleciało,

Co zostało, wywietrzało;

Aż na koniec własnym czynem

Poszło w ocet, bywszy winem.

Z CZĘŚCI CZWARTEJ



KOT I KOGUT



Kot sprawiedliwy koguta dławił

Za to, iż się czynami zbyt złymi osławił.

A te czyny były takie;

Budził zwierzęta wszelakie,

A budzić się nie godzi,

Sen przerwany zdrowiu szkodzi.

Małżeńskiej wiary koty wielbiciele -

On miał żon wiele;

A co gorzej, nieprzykładnie,

Szkaradnie,

Bez względu na pokrewieństwa

Wchodził w małżeństwa.

Dławiącemu,

Jak mógł, rzekł po swojemu

Dławny:

"Sędzio sławny!

Przykładny kocie!

Wiem ja o twojej żarliwej cnocie

I kiedy się jej dziwię,

Pozwól, niech się też usprawiedliwię:

Mój ród jeśli rozpładzam,

Ludziom przeto dogadzam,

Piejąc budzę do pracy;

I majętni, i żebracy

Dlatego mnie chowają". -

"Na tobie się nie znają -

Rzekł kot. - A że ja głodny,

Więc ty życia niegodny".

FILOZOF I CHŁOP



Wielki jeden filozof, co wszystko posiadał,

Co bardzo wiele myślał, więcej jeszcze gadał,

Dowiedział się o drugim, który na wsi mieszkał.

Nie omieszkał

I kolegę odwiedzić,

I od niego się dowiedzieć,

Co umiał i skąd była ta jego nauka;

Znalazł chłopa nieuka,

Bo i czytać nie umiał, a więc książek nie miał.

Oniemiał.

A chłop w śmiech: "Moje księgi - rzekł - wszystkie na dworze:

Wół, co orze,

Sposobi mnie do pracy, uczy cierpliwości,

Pszczoła pilności,

Koń, jak być zręcznym,

Pies, jak wiernym i wdzięcznym,

A sroka, co na płocie ustawicznie krzeczy,

Jak lepiej milczyć niźli gadać nic do rzeczy".

LWICA I MACIORA



Złe to, gdy się podli szczycą.

Zeszła się raz świnia z lwicą,

Więc w dyskusja. W tych przewlekła,

Z żalem świnia lwicy rzekła:

"Żal mi ciebie, luboś godna,

Luboś zacna, żeś mniej płodna.

Patrz na moją zgraję świnków:

Co tu córek, co tu synków

A wszystkie jednym pomiotem".

Rzekła lwica: "Wiem ja o tem.

Ródź ty dziesięć, cztery, dwa,

Ja jednego, ale lwa",

MALARZE



Dwaj portretów malarze słynęli przed laty:

Piotr dobry, a ubogi. Jan zły, a bogaty.

Piotr malował wybornie, a głód go uciskał,

Jan mato i źle robił, więcej jednak zyskał.

Dlaczegoż los tak różny mieli ci malarze?

Piotr malował podobne, Jan piękniejsze twarze.

DO DZIECI



CZAPLA, RYBY I RAK



Czapla stara, jak to bywa,

Trochę ślepa, trochę krzywa,

Gdy już ryb łowić nie mogła,

Na taki się koncept wmogła.

Rzekła rybom: "Wy nie wiecie,

A tu o was idzie przecie".

Więc wiedzieć chciały,

Czego się obawiać miały.

"Wczora

Z wieczora

Wysłuchałam, jak rybacy

Rozmawiali: wiele pracy

Łowić wędką lub więcierzem;

Spuśćmy staw, wszystkie zabierzem,

Nie będą mieć otuchy,

Skoro staw będzie suchy."

Ryby w płacz, a czapla na to:

"Boleję nad waszą stratą,

Lecz można temu zaradzić,

I gdzie indziej was osadzić;

Jest tu drugi staw blisko,

Tam obierzecie siedlisko,

Chociaż pierwszy wysuszą,

Z drugiego was nie ruszą".

"Więc nas przenieś!" - rzekły ryby:

Wzdrygnęła się czapla niby;

Dała się na koniec użyć,

Zaczęła służyć.

Brała jedną po drugiej w pysk, niby nieść mając,

I tak pomału zjadając.

Zachciało się na koniec skosztować i raki.

Jeden z nich widząc, iż go czapla niesie w krzaki,

Postrzegł zdradę, o zemstę się zaraz pokusił.

Tak dobrze za kark ujął, iż czaplę udusił.

Padła nieżywa:

Tak zdrajcom bywa.

KAŁAMARZ I PIÓRO



Powadził się raz kałamarz na stoliku z piórem,

Kto świeżo napisanej księgi był autorem.

Nadszedł ten, co ją pisał, rozśmiał się z bajarzów.

Wieleż takich na świecie piór i kałamarzów.